To, jak zawężoną definicją siostrzeństwa posługiwała się „Kawiorowa Patriotka” zrozumiałam w 2020 roku, gdy w magazynie „Vogue” ukazał się na jej temat artykuł autorstwa Janusza Noniewicza. Napisała do mnie wówczas Charlotte Drag Queer, że marzy o takiej kreacji. Uzmysłowiłam sobie wówczas, że poprzez moją pracę zwizualizowałam wykluczenie tylko tych kobiet, które są definiowane i pożądane w najbardziej patriarchalnych standardach. Że nie obejmuje ona tych, o których w Głodzie Roxane Gay, odnosząc się do siebie i własnej nadwagi, napisała: „Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna, a jednocześnie niewidzialna”. Zabrakło w niej również miejsca dla tych osób, które nie są ciskobietami.
Dlatego z taką przyjemnością zgodziłam się na uszycie drugiej sukni, podobnej w charakterze do poprzedniej, choć dostosowanej do ciała Charlotte Drag Queer. Suknia powstała w roku 2020, podczas covidowej rezydencji Enklawa w warszawskiej Propagandzie. Zaprojektowałyśmy ją wspólnie z Charlotte. Nie mogła być dokładną kopią poprzedniej, ponieważ założyłyśmy, że będzie obiektem użytkowym, jedną z sukien, które będzie posiadała w swojej queerowej szafie. Musiała być lżejsza i bardziej praktyczna – choć wciąż zjawiskowa. Projektując ją, słowo „Polska” symbolicznie odwróciłyśmy na lewą stronę. Rezydencja zakończyła się spotkaniem, na którym przez galerię przechodziła fala osób, podziwiając szalikową gwiazdę queer. Był środek upalnego lata, a Charlotte założyła perukę i czarne rajstopy, pozując do zdjęć z fankami i fanami na specjalnie do tego przygotowanej ściance. Patrzyłam, jak kropelki potu przebijają się przez nałożony starannie grubą warstwą makijaż i myślałam o „kobiecości”, którą posługuje się queer. Queerowe wcielenia to przede wszystkim diwy – gwiazdy muzyki czy kina. Drag queens sięgają po te wzorce kobiecości, które wymykają się patriarchalnemu nadzorowi, w którym kobiety uznawane za „płeć piękną” muszą cieszyć męskie oko, ale również są zobligowane do tego, aby być praktycznymi, oszczędnymi, zaradnymi i sprawować funkcje opiekuńcze na rzecz własnej rodziny. Drag odrzucają kobiecość reprezentowaną przez strażniczki tradycji i patriarchatu, które w oczywisty sposób nie mogą przysłużyć się rewolucji z tymi wartościami walczącej. Queer poprzez przerysowanie kobiecości wymyka się ocenie kobiecego wyglądu, który w patriarchacie nie tylko powinien dążyć do nierealnych ideałów, ale równocześnie warunkuje i rozmywa to, co w danej sytuacji czy społeczności tym ideałem jest. Jak zauważa w Obsesji piękna Renee Engeln, kobiety: „rozpaczliwie starają się zachować chwiejną równowagę, wyglądać na tyle atrakcyjnie, aby zapewnić sobie akceptację, ale nie aż tak atrakcyjnie, aby przyciągnąć niechciany, niebezpieczny rodzaj zainteresowania”. Queer wyzwala nas spod tej kontroli.
To, jak zawężoną definicją siostrzeństwa posługiwała się „Kawiorowa Patriotka” zrozumiałam w 2020 roku, gdy w magazynie „Vogue” ukazał się na jej temat artykuł autorstwa Janusza Noniewicza. Napisała do mnie wówczas Charlotte Drag Queer, że marzy o takiej kreacji. Uzmysłowiłam sobie wówczas, że poprzez moją pracę zwizualizowałam wykluczenie tylko tych kobiet, które są definiowane i pożądane w najbardziej patriarchalnych standardach. Że nie obejmuje ona tych, o których w Głodzie Roxane Gay, odnosząc się do siebie i własnej nadwagi, napisała: „Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna, a jednocześnie niewidzialna”. Zabrakło w niej również miejsca dla tych osób, które nie są ciskobietami.
Dlatego z taką przyjemnością zgodziłam się na uszycie drugiej sukni, podobnej w charakterze do poprzedniej, choć dostosowanej do ciała Charlotte Drag Queer. Suknia powstała w roku 2020, podczas covidowej rezydencji Enklawa w warszawskiej Propagandzie. Zaprojektowałyśmy ją wspólnie z Charlotte. Nie mogła być dokładną kopią poprzedniej, ponieważ założyłyśmy, że będzie obiektem użytkowym, jedną z sukien, które będzie posiadała w swojej queerowej szafie. Musiała być lżejsza i bardziej praktyczna – choć wciąż zjawiskowa. Projektując ją, słowo „Polska” symbolicznie odwróciłyśmy na lewą stronę. Rezydencja zakończyła się spotkaniem, na którym przez galerię przechodziła fala osób, podziwiając szalikową gwiazdę queer. Był środek upalnego lata, a Charlotte założyła perukę i czarne rajstopy, pozując do zdjęć z fankami i fanami na specjalnie do tego przygotowanej ściance. Patrzyłam, jak kropelki potu przebijają się przez nałożony starannie grubą warstwą makijaż i myślałam o „kobiecości”, którą posługuje się queer. Queerowe wcielenia to przede wszystkim diwy – gwiazdy muzyki czy kina. Drag queens sięgają po te wzorce kobiecości, które wymykają się patriarchalnemu nadzorowi, w którym kobiety uznawane za „płeć piękną” muszą cieszyć męskie oko, ale również są zobligowane do tego, aby być praktycznymi, oszczędnymi, zaradnymi i sprawować funkcje opiekuńcze na rzecz własnej rodziny. Drag odrzucają kobiecość reprezentowaną przez strażniczki tradycji i patriarchatu, które w oczywisty sposób nie mogą przysłużyć się rewolucji z tymi wartościami walczącej. Queer poprzez przerysowanie kobiecości wymyka się ocenie kobiecego wyglądu, który w patriarchacie nie tylko powinien dążyć do nierealnych ideałów, ale równocześnie warunkuje i rozmywa to, co w danej sytuacji czy społeczności tym ideałem jest. Jak zauważa w Obsesji piękna Renee Engeln, kobiety: „rozpaczliwie starają się zachować chwiejną równowagę, wyglądać na tyle atrakcyjnie, aby zapewnić sobie akceptację, ale nie aż tak atrakcyjnie, aby przyciągnąć niechciany, niebezpieczny rodzaj zainteresowania”. Queer wyzwala nas spod tej kontroli.
To, jak zawężoną definicją siostrzeństwa posługiwała się „Kawiorowa Patriotka” zrozumiałam w 2020 roku, gdy w magazynie „Vogue” ukazał się na jej temat artykuł autorstwa Janusza Noniewicza. Napisała do mnie wówczas Charlotte Drag Queer, że marzy o takiej kreacji. Uzmysłowiłam sobie wówczas, że poprzez moją pracę zwizualizowałam wykluczenie tylko tych kobiet, które są definiowane i pożądane w najbardziej patriarchalnych standardach. Że nie obejmuje ona tych, o których w Głodzie Roxane Gay, odnosząc się do siebie i własnej nadwagi, napisała: „Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna, a jednocześnie niewidzialna”. Zabrakło w niej również miejsca dla tych osób, które nie są ciskobietami.
Dlatego z taką przyjemnością zgodziłam się na uszycie drugiej sukni, podobnej w charakterze do poprzedniej, choć dostosowanej do ciała Charlotte Drag Queer. Suknia powstała w roku 2020, podczas covidowej rezydencji Enklawa w warszawskiej Propagandzie. Zaprojektowałyśmy ją wspólnie z Charlotte. Nie mogła być dokładną kopią poprzedniej, ponieważ założyłyśmy, że będzie obiektem użytkowym, jedną z sukien, które będzie posiadała w swojej queerowej szafie. Musiała być lżejsza i bardziej praktyczna – choć wciąż zjawiskowa. Projektując ją, słowo „Polska” symbolicznie odwróciłyśmy na lewą stronę. Rezydencja zakończyła się spotkaniem, na którym przez galerię przechodziła fala osób, podziwiając szalikową gwiazdę queer. Był środek upalnego lata, a Charlotte założyła perukę i czarne rajstopy, pozując do zdjęć z fankami i fanami na specjalnie do tego przygotowanej ściance. Patrzyłam, jak kropelki potu przebijają się przez nałożony starannie grubą warstwą makijaż i myślałam o „kobiecości”, którą posługuje się queer. Queerowe wcielenia to przede wszystkim diwy – gwiazdy muzyki czy kina. Drag queens sięgają po te wzorce kobiecości, które wymykają się patriarchalnemu nadzorowi, w którym kobiety uznawane za „płeć piękną” muszą cieszyć męskie oko, ale również są zobligowane do tego, aby być praktycznymi, oszczędnymi, zaradnymi i sprawować funkcje opiekuńcze na rzecz własnej rodziny. Drag odrzucają kobiecość reprezentowaną przez strażniczki tradycji i patriarchatu, które w oczywisty sposób nie mogą przysłużyć się rewolucji z tymi wartościami walczącej. Queer poprzez przerysowanie kobiecości wymyka się ocenie kobiecego wyglądu, który w patriarchacie nie tylko powinien dążyć do nierealnych ideałów, ale równocześnie warunkuje i rozmywa to, co w danej sytuacji czy społeczności tym ideałem jest. Jak zauważa w Obsesji piękna Renee Engeln, kobiety: „rozpaczliwie starają się zachować chwiejną równowagę, wyglądać na tyle atrakcyjnie, aby zapewnić sobie akceptację, ale nie aż tak atrakcyjnie, aby przyciągnąć niechciany, niebezpieczny rodzaj zainteresowania”. Queer wyzwala nas spod tej kontroli.
Nie chciałam tych szalików wyrzucać, chciałam je przemienić. Pomyślałam więc o geście, który przekieruje tę negatywną energię na działanie pozytywne. O geście zamiany przemocowo kojarzonych szalików na torby na zakupy wielokrotnego użytku. Te torby oznaczają troskę codziennej dbałości, krzątactwo. Zostały w całości uszyte z tego, co znalazłam w domu, więc nie powiększyły góry śmieci którą codziennie produkujemy. Jedyne co dokupiłam to metki, które zamówiłam u lokalnego rzemieślnika. Początkowo planowałam szycie toreb podczas lockdownu. Wyobrażałam sobie, że zostając w domu w końcu będę miała czym zająć ręce, a też histeria zakupów była jedną z najbardziej charakterystycznych reakcji Polek i Polaków na wiadomość o COVID 19. Niestety okazało się, że w lockdownie mam jeszcze mniej czasu niż zazwyczaj. Praca zdalna wymagała poszerzenia kompetencji, opanowania kolejnych narzędzi, a internetowe czaty przybrały taką intensywność, że na siedzenie przy maszynie nie starczyło mi już sił. Uszyłam je latem 2020 roku w ramach zleconego przez Świetlicę Krytyki Politycznej mikrozamówienia #17. Te mikrozamówienia były wsparciem dla osób artystycznych w lockownie. Szyjąc je z niepokojem czekałam co przyniesie druga fala. Szyłam zamknięta w nocy z terkoczącą maszyną, która wymusiła na zbyt małym mieszkaniu kolejne zadania. Kuchni i sypialni przypisana została również funkcja zakładu krawieckiego. Dokładnie tak czuła się większość z nas, gdy nasze mieszkania w lockdownie stały się również biurami, studiami fotograficznymi czy klasami do nauki szkolnej.
Z wdzięczności torby wraz ze zdjęciem Charlotte Drag Queer trzykrotnie przekazałam na aukcję charytatywną serwującą ciepłe wegańskie posiłki osobom w kryzysie bezdomności.
Nie chciałam tych szalików wyrzucać, chciałam je przemienić. Pomyślałam więc o geście, który przekieruje tę negatywną energię na działanie pozytywne. O geście zamiany przemocowo kojarzonych szalików na torby na zakupy wielokrotnego użytku. Te torby oznaczają troskę codziennej dbałości, krzątactwo. Zostały w całości uszyte z tego, co znalazłam w domu, więc nie powiększyły góry śmieci którą codziennie produkujemy. Jedyne co dokupiłam to metki, które zamówiłam u lokalnego rzemieślnika. Początkowo planowałam szycie toreb podczas lockdownu. Wyobrażałam sobie, że zostając w domu w końcu będę miała czym zająć ręce, a też histeria zakupów była jedną z najbardziej charakterystycznych reakcji Polek i Polaków na wiadomość o COVID 19. Niestety okazało się, że w lockdownie mam jeszcze mniej czasu niż zazwyczaj. Praca zdalna wymagała poszerzenia kompetencji, opanowania kolejnych narzędzi, a internetowe czaty przybrały taką intensywność, że na siedzenie przy maszynie nie starczyło mi już sił. Uszyłam je latem 2020 roku w ramach zleconego przez Świetlicę Krytyki Politycznej mikrozamówienia #17. Te mikrozamówienia były wsparciem dla osób artystycznych w lockownie. Szyjąc je z niepokojem czekałam co przyniesie druga fala. Szyłam zamknięta w nocy z terkoczącą maszyną, która wymusiła na zbyt małym mieszkaniu kolejne zadania. Kuchni i sypialni przypisana została również funkcja zakładu krawieckiego. Dokładnie tak czuła się większość z nas, gdy nasze mieszkania w lockdownie stały się również biurami, studiami fotograficznymi czy klasami do nauki szkolnej.
Z wdzięczności torby wraz ze zdjęciem Charlotte Drag Queer trzykrotnie przekazałam na aukcję charytatywną serwującą ciepłe wegańskie posiłki osobom w kryzysie bezdomności.